Aussie i border collie + berneńczyk - zdjęcia cz. II

W jednym z minionych tygodni przebywałam u rodziny niedaleko stolicy. Niestety bez Milki, bo jak już kiedyś wspominałam sąsiednie podwórko okupują duże psy, a Młoda się takich boi. Mimo, że jej przy mnie nie było, całkiem dobrze udało mi się spędzić wolny czas z trójką kudłatych bestii.
Dzisiejszy post będzie bardziej obfity w zdjęcia niż w tekst (a przynajmniej powinien taki być), ale że chcę napisać, co robiłam z tymi psiakami to go też nie zabraknie. Jakieś trzy lata temu pojawił się podobny wpis o niemal identycznym tytule, ale nie zaszkodzi zrobić drugiej części, prawda?


CO NIECO O KUDŁATYCH

Na powyższym zdjęciu widzicie owczarka australijskiego aussie* i border collie*, czyli Harda i Mele. Harcik jest niesamowitym psem i już na pierwszym spotkaniu parę lat temu zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Kilkuletnia kupa futra, prosząca o mizianie i rzucanie piłek na sznurku. Wie co może, a czego nie (Raz zamknęliśmy go w garażu z resztą psów, bo tam było chłodniej. Kiedy je wypuściliśmy, ten szedł ze spuszczoną głową prosto do kojca, bo nasikał w garażu.), umie kilka komend i chętnie je wykonuje. Melania ma również kilka lat, ale jest młodsza od aussika. Lubi ganiać za zabawkami razem z Hardem oraz bawić się piłkami od kosza czy nogi. Jest typowym "psem do dzieci". Umie usiąść i dać łapę na komendę.

Oprócz tej dwójki jest jeszcze Dixi - berneński pies pasterski*. Jest najmłodsza "w stadzie", ale bardzo szybko się odnalazła w nowym miejscu. Przesympatyczny pies, pragnący dotyku człowieka. Niestety ze względu na wielkość wiele osób się jej boi (mam na myśli dorosłych, bo praktycznie każde dziecko z chęcią do niej podchodzi) i nie może mieć tyle luzu co Hard czy Mela.



PIERWSZE SPOTKANIE

Pierwszym psem, który przywitał nas po przyjeździe była Mela. Od naszej poprzedniej wizyty w tamtych okolicach niewiele się zmieniła. Nadal cieszący się na widok każdego człowieka zbyt brudny border. Spędziła z nami późne popołudnie, żeby wrócić wieczorem, kiedy już na podwórku panował mrok. Nie przybyła jednak sama, razem z nią pod oknem balkonowym czatował Hard. Wyszłam do nich wraz z moją młodszą siostrą i również młodszym kumplem. Psiaki od razu zaczęły się do nas przytulać, a nam nie przeszkadzało nawet to, że były brudne i mokre - taki urok wiejskich, podwórkowych psów. W pewnym momencie zauważyliśmy parę obserwujących nas czerwonych oczu. Nie zdążyliśmy nawet zareagować, kiedy ich właściciel wydał z siebie głośne szczeknięcie. Okazało się, że to Dixi, która też chciała z nami posiedzieć. Było po godzinie dwudziestej drugiej albo i dwudziestej trzeciej, więc na dworze nie było nikogo prócz nas. Dlatego też pozwoliłam sobie wpuścić ją na podwórko, aby nie szczekała więcej i nie wkurzała sąsiadów.
Po północy wróciliśmy do domu, a psy pozostały na tarasie. Wtedy ich właścicielka dała mi pozwolenie na robienie wszystkiego z nimi. Mogłam je wypuszczać z kojca kiedy chcę, bawić się z nimi, uczyć je, karmić i wiele więcej innych rzeczy. I to mi się spodobało. Co prawda dużo czasu spędzałam z rodziną, ale zawsze znalazła się chwila, żeby odwiedzić te kudłate mordki.




CZESANIE I KĄPANIE

Oprócz rzucania patyków i piłek, miziania całej trójki i siedzenia z nimi w cieniu domu, zrobiłam coś pożytecznego, a mianowicie wyczesałam Harda i Dixi, a Mele dodatkowo umyłam. Cóż, na pewno nie zrobiłam tego w stu procentach, bo za jednym razem wszystkie kłaki nie wyjdą, ale psiakom na pewno jest nieco lepiej.
Wtedy też pierwszy raz miałam w rękach Furminator i muszę przyznać, że robi on świetną robotę i teraz muszę już w niego zainwestować. Wyczesuje kupę sierści, a patrząc na to ile te psy jej mają to jest on pomocny.
Dixi poszła na pierwszy ogień i jak tylko zaczęłam przejeżdżać szczotką po jej grzbiecie ona nie zamierzała ode mnie odchodzić. Wtulała się w moje nogi przez co czasem nie dała mi dotrzeć do niektórych miejsc, ale było dobrze. Podobnie zachowywał się Hard. Mela natomiast przez większość czasu biegała wokół nas. Tak jakby... zaganiała? Nie wiem. Nie czesałam jej tego dnia, bo wytarzała się w czymś i była cała brudna, więc najpierw czekała ją kąpiel. Zrobiłam to kilka dni później. Wcześniej nie było czasu i w sumie wtedy też nie było go za wiele, ale cieszę się, że znalazłam na to chwilę. Mela nareszcie zamiast być czarno-brązowo-szarym borderem zmieniła się w czarno-białego.




"STĘSKNIŁY SIĘ ZA TOBĄ"

Te słowa powiedziała moja ciocia, kiedy po całym dniu poza domem siedziałyśmy na leżakach, pilnując dzieci, kąpiące się w basenie. Chodziło oczywiście o psy, które nie widziały mnie od rana, a w tamtym momencie kręciły się pod bramą, abym do nich poszła albo je wpuściła do siebie. Zrobiłam do pierwsze, a one reagowały tak jakby nie było mnie z nimi o wiele więcej niż jeden dzień.
Przed powrotem do domu, na Mazury, także ich właścicielka uznała, że będą, za mną naprawdę tęsknić. Tyle czasu z nimi spędziłam, że pewnie częste przytulanie, mizianie i bawienie się stało się dla nich codziennością, a tu nagle nie ma osoby za to odpowiedzialnej. Nie mówię, że nie dostają tego od domowników, ale wiecie, to nie to samo :]




Za rok również chcę się tam wybrać. Co prawda dostałam zaproszenie jeszcze na ten sierpień, ale musiałam odmówić ze względu na nowego niespodziewanego domownika. Kim on jest? Dowiecie się już za tydzień, ale możecie zgadywać kto z nami zamieszkał.

* OAA, BC, BPP - nie jestem do końca pewna czy mają rodowody, więc albo rasowe, albo w typie. Kiedyś się dopytam.

Pozdrawiamy,
A&M!



Komentarze