Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2017

4 zabawne sytuacje, które zdarzyły nam się na spacerach

Obraz
Na pewno nie raz zdarzyła Wam się zabawna sytuacja, kiedy spacerowaliście ze swoimi pupilami. W dzisiejszym poście możecie przeczytać o czterech takich wydarzeniach, które mnie choć trochę rozbawiły. Zapraszam do czytania!

Sytuacja 1. Parę lat temu byłam z tatą i Milką na przejażdżce rowerowej. Młoda tego dnia chętnie biegała przez całą trasę. Wjeżdżaliśmy akurat polną drogą do naszej wsi. Z naprzeciwka szła jakaś kobieta z pudlem miniaturowym, jak dobrze pamiętam. Pies był bez smyczy, więc kiedy ją mijaliśmy ona wzięła go na ręce, a przy okazji powiedziała do niego: "Patrz, to maratończyk jest".

Sytuacja 2.

Spacerowałyśmy kiedyś koleżanką i jej szczeniakiem w typie owczarka niemieckiego po wsi. W pewnym momencie z jednego z podwórek jakiś koleś koło pięćdziesiątki mówi do nas, że ładny pies (onek) i czy nie chciałybyśmy się wymienić za tego, który obok niego chodzi (również onek, ale stary). Koleżanka odpowiada, że nie ma mowy, ale mimo to pogadałyśmy jeszcze z tym facetem śm…

Kolejne wakacyjne dni

Obraz
Dawno nie było luźnego posta, w którym opisywałabym nasze codzienne życie, więc dziś takowy dla Was robię. Muszę przyznać, że za wiele się nie działo, a to za sprawą zmiennej pogody. Z ogromnych upałów przeszło na deszcze, a potem znowu do nich wróciło. No, ale nie zawsze będzie pięknie.


W zeszłą niedzielę (jak i w poniedziałek) naszła mnie ochota na dłuższy spacer i tak oto wylądowałyśmy na sześciokilometrowej trasie między polami, która głównie służyła nam do przejażdżek rowerowych. Milka choć na początku niezbyt zadowolona (ulica, ciężarówki), to kiedy weszła na polną drogę stała się naprawdę szczęśliwym psem. Nie było tam żadnych ludzi, którzy by nam przeszkadzali, więc puściłam linkę Milki i pozwoliłam jej chodzić gdzie chce. Młoda zaskoczyła mnie tym, że grzecznie dreptała po ścieżce, nie mając nawet najmniejszej ochoty na skręcenie w pola. Do tego reagowała na komendy do mnie i czekaj, stój. Jestem niesamowicie z niej zadowolona.

W piątek natomiast tą samą trasą przejechałyśmy…

Kot w domu

Obraz
Kot w naszym domu nie był planowany, ale jego zjawienie też nie było ot tak. Od adopcji Milki nikt z domowników nie myślał o posiadaniu kolejnego kota. Wyjątkiem była moja siostra, która od czterech lat na urodziny i święta miała jedno życzenie - kot. Rodzice się nie zgadzali, ja się nie zgadzałam, brat również. Babcia była bezstronna. Los jednak chciał, żeby owe zwierzę do nas trafiło i tak dwudziestego trzeciego lipca w naszym domu pojawiła się prawie dwu miesięczna kotka Malina. Trzeba dodać, że nazywa się tak tylko w teorii, w praktyce mówimy na nią po portu Kot.

O Malinie i jej rodzeństwie dowiedzieliśmy się będąc u rodziny na wakacjach. Właścicielka Harda, Dixi i Meli znalazła je jakiś czas temu w stodole i musi znaleźć im dom. Jak tylko moja siostra się dowiedziała to błagała tatę, żeby zgodził się jednego wziąć. Z mamą mówiłyśmy stanowcze nie, ale on się zgodził. I tak przez tydzień Gosia chodziła do sąsiedniego domu odwiedzić maluchy czasem zabierając Malinę na "nasze&q…